Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robeccasteam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robeccasteam. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 maja 2017

Niech te zdjęcia będą jakimkolwiek znakiem życia

~Nie wiem co napisać, więc zaznaczam swoją obecność w świecie żywych w ten sposób~













EDIT: mogłabym wspomnieć o nowych członkiniach mojej lalkowej rodziny, które dorwałam w swoje szpony dosłownie przed momentem, ale lepiej będzie, jeśli poświęcę im calutki kolejny wpis.

czwartek, 7 lipca 2016

Uśmierć chwilę-cz.3 'Lekcja pozowania'

Cześć! Obiecałam i słowa dotrzymałam: wzięłam się za siebie, czego efektem jest dzisiejszy wpis. Jak miło w końcu zobaczyć coś innego, niż zwyczajne zdjęcia. Po długiej przerwie startuję z trzecią częścią mojego fotograficznego poradnika. Długo głowiłam się nad problematyką, którą miałabym poruszyć w tej odsłonie, jednak zdałam sobie sprawę, że nie trzeba daleko szukać i tak oto dzisiaj słów kilka na temat zgrabnego pozowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ogólnie rzecz biorąc zasada jest prosta: im szerszy jest zakres lalkowej artykulacji (zdolności do odzwierciedlenia ruchów mówiąc potocznie :v), tym większe pole do popisu ma fotograf. Zaawansowana artykulacja to nie tylko możliwość wygibasów rękami, czy nogami, to także zamykane oczy, czy ruchoma klatka piersiowa. Jako zbieraczka upiorków z Monster High jestem w całkiem dobrym położeniu, artykulacja jest u nich w miarę dobrze rozwinięta, przez co górują nad większością Barbie (chociaż te z Made to move kuszą...), czy innych księżniczek Disney'a. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pora na cześć praktyczną. Często (nie mówię, że u siebie :p) widzę słowa pochwały: 'ustawiłaś swoje lalki bardzo naturalnie', 'twoje lalki mają bardzo realne pozy'. Sama do dnia dzisiejszego nie jestem do końca przekonana, co kryje się pod powyższymi terminami. Pewnie wielu z Was w tym momencie pomyśli: 'głupota, co to za filozofia ustawić lalkę na podobieństwo człowieka', ja jednak nigdy nie jestem pewna, czy moja lalka będzie pozować w 100 % ludzko. W zasadzie wogóle o to nie dbam, w końcu lalka to lalka, a człowiek to człowiek :p Po prostu staram się, by pozy, ujęcia były różnorodne, bo to jeden z ważniejszych punktów potrzebnych do zdobycia uwagi widza. Oczywiście czasem zdarzy mi się cyknąć dwie podobne fotki, różniące się jedynie perspektywą, jednak nie wygląda już to tak opłakanie jak kiedyś. I ja mam na swoim koncie sesje, w których przez całe 15 zdjęć jedyne co się zmienia, to położenie aparatu ;-; Myślę, że są to jedne z najgorszych sesji w dorobku każdego fotografa: sytuacji nie jest w stanie uratować ani najlepszy aparat, ani najpiękniejsza lalka.
Tym razem musiałam trochę pomarudzić, jednak wymagała tego ode mnie sytuacja. Już serwuję konkretne przykłady.
Zacznijmy od banału: lalki stojące jak żołnierz na warcie mają rację bytu jedynie w reviewach. 

Niech Was nie zmyli porównanie z żołnierzem: lalek płci pięknej tyczy się ta sama zasada.  Poza a'la 'połknęłam kij od szczotki' w żaden sposób nie przykuwa uwagi. 

Lalkę możemy ustawić w pozycji artowej (tu chyba nie do końca udało mi się ją odwzorować, ale przymknijmy na to oko)

Pamiętajcie, że czasem mniej, znaczy więcej i nie ma co przeginać ;)



Bardzo prostym trikiem jest zwyczajne zajęcie czymś rąk pozującej. Czy istnieje coś bardziej uroczego od zdjęcia z pupilkiem?




Alternatywą dla pupila może się okazać partnerująca lalka. Więcej lalek, daje więcej możliwości, a jak wiadomo 'w kupie siła' ^^



Jeśli chcemy, aby pozująca lalka była jak najbardziej 'ludzka' najprostszą drogą ku temu będzie zaszczepienie w niej ludzkich zachowań. Swoją drogą to smutne, że niedługo nawet lalki będą takimi życiowymi 'nołlajfami' :')




Kiedy w naszej głowie panuje już kompletna pustka, najbezpieczniejszą opcją będą jedne z neutralnych ustawień. Może zauważyliście, że dosyć często używam ich w swoich sesjach, to moje pewniaki.




Na zakończenie jak zawsze jakaś zabawna płęta. Jak już wspominałam: pamiętajcie, aby Wasza fantazja nie wypłynęła na zbyt głębokie wody.





Mam nadzieję, że dzisiejsza część poradnika przypadła Wam do gustu i okaże się choć trochę przydatna. Zdaję sobie sprawę, że nie jest idealnie, znowu wszystko było przeciwko mnie: a to kiepska pogoda w czasie robienia zdjęć (a co za tym idzie, gorsze światło), a to problemy techniczne z dodaniem wpisu... Moja cierpliwość po raz kolejny została wystawiona na próbę. Wszystko zbiegło się też z moim wakacyjnym przedsięwzięciem odnowienia lalek, dlatego miałam skromną garstkę do dyspozycji. Właściwie dopiero teraz zorientowałam się, że tym razem bardziej skupiłam się na tym 'jak fotografować', aniżeli na tym 'jak nie fotografować', myślę jednak, że nie jest to jakąś wielką katastrofą. Czekam na Wasze opinie w komentarzach. Jeśli macie jakieś wskazówki lub specjalne życzenia, co chcielibyście zobaczyć w kolejnym odcinku, to śmiało ^^ 
Do następnego wpisu!

czwartek, 24 marca 2016

Proszę wstać! Fryzjerka idzie!

Cześć! Nareszcie zasłużony odpoczynek, niby tylko tydzień, ale każda ilość jest dobra, żeby podładować akumulatory. Szczególnie jeśli są tak wyczerpane jak moje ;-; Po świętach dopiero zacznie się zasuwanie, ale na razie przymknijmy na to oko. A najlepiej dwa :D
Zgodnie z ostatnią obietnicą zaprezentuję Wam moje ostatnie popisy w dziedzinie lalkowego frzyjerstwa. Od zawsze pociągał mnie ten zawód, jednak pewne okoliczności sprawiły, że wykonywanie go przeze mnie w przyszłości będzie raczej nie możliwe, więc dlaczego nie eksperymentować na moich paskudach? W końcu włosy to pierwsza rzecz na jaką zwracam uwagę (chyba już o tym wspominałam, ale mniejsza).
Odkąd pamiętam nie lubiłam kręconych włosów. U ludzi jeszcze jakoś przechodziły (chociaż u siebie i tak mam jakiś kompleks i odprawiam modły dziękczynne twórcy prostownicy), ale u lalek musiały być proste jak drut. Kiedy poznałam patent na prostowanie wrzątkiem wymęczyłam chyba połowę mojej kolekcji. Jednak od pewnego czasu zaczęło się to zmieniać (ciekawe, czy gust się kiedyś w pełni kształtuje). Podziwiałam co ludzie potrafią wyczarować na tych małych łebkach i jak to zwykle bywa, zaświtała mi w głowie ta nie dająca spokoju myśl 'ja też tak potrafię', 'ja też coś takiego stworzę'. Tyle w teorii. Przejdźmy zatem do bolesnej praktyki: jako, że zawsze wszystko muszę mieć 'na już', nie ulega wątpliwości, że kiedy naoglądałam się tych wszystkich tutoriali, jak zrobić domowe papiloty, jak zakręcić loki, byłam pewna, że to bułka z masłem. Akurat... Zaczęło się od wyżej wspomnianych papilotów: narobiłam ich ok 50, marnując przy tym pokaźny kawałek folii aluminiowej, a gdy przyszła pora nawijania, cały mój zapał uleciał w mgnieniu oka. Kiedy w końcu udało mi się opanować metodę zawijania 'pod włos', poległam na okrętkowym wiązaniu, tym samym rezygnując z użycia papilotów. Później opanowałam własną, unikatową metodę, której nie znalazłam nigdzie w sieci, a mianowicie zakręcanie przy pomocy wsuwek do włosów. Tu jednak nie zadowolił mnie efekt i uznałam, że wsuwkek będę używać wyłącznie na swoich włosach. Po wielu próbach, u kresu nerwów postanowiłam przetestować ostatnią metodę, która w istocie nie należała do trudnych. Zaopatrzyłam się w paczki słomek do napojów, przeprosiłam się z moją armią wsuwek i zabrałam się do roboty. Kto przyjął zaszczytne miano królika doświadczalnego? Padło na moją morską potworzycę. Nie zupełnie o taki efekt mi chodziło, ale podoba mi się taki artystyczny nieład, u Lagoony naprawdę ładnie to wygląda.


 Po kilku dniach odpoczynku coś mnie tknęło i pochwyciłam Robeccę, która stała się tą właściwą modelką, gdyż już od dawna planowałam jej zakręcić te smętnie proste kłaki. I tu mega zaskoczenie! Jak już wspomniałam było to moje drugie podejście, a zyskałam taką wprawę, jakby po kilkudziesięciu dobrych, żmudnych ćwiczeniach. Nakręcanie, zawijanie-wszystko szło tak sprawnie! Może to za sprawą włosów, które już fabrycznie mają tendencję do skrętu (gdy próbowałam też z dosłownymi drutami na głowie Frankie odechciało mi się wszystkiego). Bądź co bądź jestem zadowolona. To chyba też dlatego, że z większą uwagą dobierałam grubości pasm, tym samym przedłużając sobie całą procedurę, gdyż zabrakło mi wsuwek xD Ale właśnie o taki efekt mi chodziło. Zarówno w przypadku Lagoony, jak i Robecci włosy zyskały na objętości, te od robotki już kompletnie! Kiedyś niby proste, ale oklapnięte, pozbawione życia, dziś mogłyby grać w reklamie szamponu dodającego objętości :D 
Minęło już trochę czasu, więc skręt nieco się poluźnił, a że w domu nikt nie używa lakieru, nie byłam w stanie go utrwalić. Ale tak jest dobrze, stawiamy na naturalność :v Gdzieniegdzie jeszcze widać wyraźne loczki
 Z tyłu również nie powalają, ale... 

Podsumowując, była to naprawdę świetna zabawa. A ile emocji przy rozwijaniu tych słomkowych papilotów :D Mam nadzieję, że w zbliżającym się okresie świątecznym znajdę czas (i chęci) na podobne eksperymenty. Nie pomyślałam o tym od razu, ale mógłby być to dobry temat na mój własny tutorial. Nigdy czegoś takiego się nie podejmowałam, ale czemu nie? Czekam na Wasze opinie i uwagi.
Do następnego wpisu!

czwartek, 25 lutego 2016

Uśmierć chwilę-cz.2 'Oryginał vs ulepszenia'

Cześć! Przybywam z 2 odsłoną mojego poradnika. Postanowiłam, że w miarę możliwości, nowe części pojawiać się będą cyklicznie, co tydzień (może nawet z dokładnością do każdego czwartku), choć szczerze mówiąc nie wierzyłam, że na dzisiaj się wyrobię. Nie popełniajcie mojego błędu i nie czekajcie ze wszystkim na ostatni moment :p Najlepiej wogóle zapomnijcie o formułce 'co masz zrobić dziś, zrób jutro'. Jednak, że zawsze spadam na cztery łapy, wszystko poszło gładko. No, prawie wszystko...
Aparat wogóle nie chciał ze mną współpracować (chyba za bardzo go wymęczyłam w te ferie)-obraz strasznie pociemniał, pojawiły się jakieś dziwne plamy... Postanowiłam, że pozwolę mu trochę odsapnąć (byle nie za długo), a sama zabrałam się za przeszukiwanie archiwalnych zasobów mojego poprzedniego bloga. Tak właśnie zrodził się pomysł na dzisiejsze wskazówki. Na początku nie byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy: jak już wspominałam, w pierwszej kolejności chciałam wprowadzić tematy błache, dzisiejszy planowałam omówić pod koniec (chociaż możliwe, że i on zalicza się do tych bardziej oczywistych). Nie ma jednak tego złego, bo to dobra okazja, by pokazać nieco zapomniane (a dla niektórych zupełnie nowe), nadgryzione zębem czasu zdjęcia. No i przynajmniej poradnik nie uległ zastojowi.
Tak więc zaczynajmy:
Moja mama uważa, że przerobione zdjęcia zakrawa na swojego rodzaju oszustwo-bo przecież rzeczywisty świat nie jest czarno-biały, zimą nie zakwitną kwiaty, a człowiek choćby posiłkował się najlepszym photo shop'em w rzeczywistości nie odejmie sobie kilogramów. I to właśnie jedna z tych kwestii, w których nie do końca się zgadzamy. Bo z pewnością w tym co mówi jest trochę racji, ale najprostszy program do obróbki, użyty z rozwagą, może wyczarować coś niespotykanego. I tylko od odpowiedniego wyważenia ogromu oferowanych możliwości będzie zależało, czy zdjęcie powali odbiorcę na kolana, czy może oglądanie go, będzie groziło uszczerbkiem na wzroku :p Wbrew pozorom znalezienie takiego złotego środka wcale nie jest proste. Przyznaję, że w nie tak dawnych latach sama szalałam z filtrami na potęgę, nie chodzi mi tu tylko o zdjęcia lalek. Teraz aż przykro na takie bochomazy patrzeć. Na szczęście gust zmienił nieco swoje oblicze i staram się wszystko odpowiednio łączyć. Skoro już tak zaczęłam od fotografii czarno-białej: tutaj nic się nie zmieniło, uważam, że zdjęcia w wersji black & white mają swój niepowtarzalny klimat, który po prostu ubóstwiam ♥ Pamiętam jak w ostatnie wakacje startowałam w konkursie (zdjęcia lalkowe), na który zgłosiłam właśnie czarno-białe zdjęcia. Kiedy wygrała sesja w kolorze, tata stwierdził, że moje się nie przyjęły, bo miały zbyt ponury klimat, 'pogrzebowy'... :') Zostanę jednak przy swoim.
Jeśli nakładamy filtry na czarno-białe zdjęcia z reguły wyglądają one całkiem nieźle. W poniższym przypadku zastosowałam idealnie komponujący się z robotką granat.Moje oczy jakoś niechętnie reagują na wyraziste filtry. Przywodzą mi na myśl zdjęcia z Webcam Toy'a, od których roi się na Facebook'u >.< Właściwie nie wiem dlaczego, ale drażni mnie ich obecność xD
Zdjęcia w plenerze zazwyczaj nie potrzebują wielu filtrów. Te delikatne, promieniste, które są moimi ulubionymi, w takich sytuacjach tylko niepotrzebnie nasycają światło, nie wygląda to ładnie.Jeśli zamierzamy już nadać koloru takim zdjęciom, najbezpieczniej będzie wybrać pokrycie całkowite, mam tu na myśli black & white, czy sepię. Pytanie tylko, czy warto marnować ładne ujęcia zrobione w naturalnym świetle...Jeśli już używamy gotowych filtrów, uważajmy, by nie przesadzić. W końcu ma być na nich coś widać :p
 Nigdy nie przepadałam też za opcją 'negatywu'. Myślałam sobie 'nie, takie zdjęcia nie mogą wyglądać dobrze'. I kiedy przerabiałam dziś przypadkowo wybrane zdjęcie Lagoony, rzeczywiście tak było. Ale co to dla mnie, zrobić z kupy diament xD Na chybił trafił wybrałam zdjęcie Spectry i muszę stwierdzić, że w tym wydaniu nie prezentuje się najgorzej, aczkolwiek i tak nie przekonam się w pełni do tej 'rentgenowej' funkcji.
A teraz pora na te małe oszustwa... Jak przystało na profesjonalistów, róbmy to z głową :D Bo kto to widział w środku lata, w otoczeniu pięknej zieleni tyle śniegu?Są dostępne bardziej przyjazne dla oka funkcje, które umiejętnie dopasowane mogą naprawdę upiększyć zdjęcie.W pierwszej części zauważyłam, że spodobał Wam się wątek półnagiej Lagoony, kto by pomyślał? XD Więc na zakończenie: nie polecam przedstawiać lalek w postaci zmutowanych stworów, to się po prostu nie godzi :')Mam nadzieję, że dzisiejsza lekcja przypadnie Wam do gustu podobnie jak wcześniejsza. Chciałbym, żeby znalazła praktyczne zastosowanie. Dalej czekam na wszystkie Wasze opinie, wskazówki... 
Jeszcze tylko chciałbym złożyć małe życzenia z okazji 2 urodzin bloga http://matthewfrozen.blogspot.com/?m=1
Matthew: życzę Ci dużo wytrwałości! Życzę Ci też dużo cierpliwości, czasu, zdrówka i pieniędzy ~to wszystko pewnie Ci się przyda :D Niech Twoja kolekcja dalej się powiększa, a talenty rozwijają. Rób dalej takie fajne zdjęcia :3 I nie rób tu za gościa, który pisze coś w odstępach co 2-3 tygodnie xd Wszystkiego dobrego!
A ja lecę zaliczyć kolejną lekcję japońskiego ~wiem, że Was zaciekawiłam, ale o tym w następnym wpisie, dziś moglibyście nie przeżyć takiej dawki biadolenia xD Do zobaczenia!