Czy raczej dobry wieczór. "Dzień dobry" jakoś lepiej wygląda... Mniejsza.
Ponad dwa miesiące rozłąki z blogową rodziną, a ja mam dylemat czy lepiej użyć powitania wieczornego, czy może porannego. Typowe
Chciałabym napisać coś kreatywnego, ale nic nie potrafię z siebie wykrzesać. Kto by pomyślał?
/to wszystko wina takiej pewnej jednej osoby, która myśli, że grabież weny to coś fajnego
Pozachwycam się jeszcze tylko, bo już zdążyłam zapomnieć jaką frajdę sprawia robienie zdjęć na świeżym powietrzu. Oczywiście jeśli pogoda sprzyja i nikt nie wisi nad głową-tak jak to było w tym przypadku.
Dawno nie robiłam zdjęć, dawno nie zajmowałam się lalkami*, więc mogłam trochę wypaść z wprawy, ale myślę, że jest znośnie. Czemu wybrałam takiego, a nie innego modela? Sama nie wiem, zapewne kierowałam się myślą, iż zieleń to nieodzowny kolor wiosny. Zielone liście, zielona trawa... To niech i lalka będzie zielona.
Enjoy!
*mała dygresja-kiedy tak rzadko zaglądasz do swoich małych podopiecznych, że przeglądając zdjęcia kolekcji twoich kolegów "po fachu" myślisz sobie "jaka ładna lalka, ile bym dała, by mieć ją w swojej kolekcji", a za chwilkę orientujesz się, że owa lalka zasiliła twoje zbiory dwa lata temu
Ja tu tylko na chwilę-pochwalić się swoimi rzekomymi umiejętnościami fryzjerskimi.
Do jasnej anielki, nie wiem dlaczego nigdy nie fotografuję lalek przed całym przedsięwzięciem odnawiania. A jeśli już coś cyknę, to wychodzi coś pokroju tego:
*później będziecie mogli mnie zabić*
Na zdjęciu wyżej panna była po prowizorycznym myciu (woda, szampon, that's all). Czekało ją jeszcze oczyszczenie z kleju, no i najtrudniejsze-stylizacja.
Klejogluta potraktowałam ostatnią porcją talku (czekała chyba specjalnie na Ash). Efekt świetny-jak to po talku.
I tak oto zabrałam się za tworzenie na jej głowie tej jakże wymyślnej fry... Chwila, stop! Taki scenariusz to chyba w innym życiu :')
Panna z oczyszczonymi włosami poszła w odstawkę. Na... Tydzień? Dwa? Może troszkę więcej?
Za Chiny ludowe nie potrafiłam się przemóc, by chociaż stworzyć jakikolwiek zarys (zupełnie jak z fizyką-samo otwarcie zeszytu mnie przerasta).
Pewnego dnia coś mnie jednak tknęło i wzięłam biedaczynę w swoje cudotwórcze ręce.
Najpierw musiałam ogarnąć grzywkę. Co się nabluzgałam zanim wyszło idealnie. Po 2879363829037 próbie osiągnęłam zamierzony efekt.
Później-opaska z warkocza. Tworzyłam swego czasu podobną na swojej głowie, więc przynajmniej tu nie było problemu. Problem przyszedł dopiero wtedy, gdy musiałam połączyć jego zakończenie z zakończeniem grzywy. Ale i temu podołałam.
Pozostało mi zatem już tylko szybciutko stworzyć tę koko-palemkę i po spawie. Gdy byłam jeszcze na etapie grzywki i cudem udało mi się go ukończyć, myślałam, że najgorsze mam już za sobą. Jakże bardzo się myliłam :')
Chyba jeszcze nigdy nie poświęciłam tyle czasu jednej fryzurze. W między czasie znowu robiłam sobie dłuższe przerwy, by nagle w przypływie olśnienia ponownie powrócić na 5 minut do walki z kokiem, momentalnie podnieść sobie ciśnienie i znowu rzucić robotę. Takie błędne koło.
Nigdy nie było idealnie, obecny efekt też nie jest jakiś wielce spektakularny, ale mimo wszystko podoba mi się. Z pierdyliarda wersji, które przez ten szmat czasu udało mi się wykreować, ta jest najlepsza:
Zapomniałam wspomnieć, że zakręciłam jeszcze loki. Nie miałam już jednak siły, by utrwalać je wrzątkiem. Włoski oplotły słomki na 24 godziny i wystarczy. Dosyć kombinowania.
Jak to mówią "każdy medal ma dwie strony", dwie strony ma również i lalka, heh.
Jak to wszystko prezentuje się z tyłu?
Tu musicie mi darować, bo dopiero teraz zorientowałam się jak okropnie wyszły poniższe zdjęcia.
Koczek chwilowo otrzymał prowizoryczne podpięcie jakąś klamerką, dzięki temu prezentuje się ładniej z przodu.
Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona z całokształtu. Chyba naprawdę mam magiczne łapki :v
"Kolejny wpis przewiduję na ostatni dzień grudnia"... Moja niestałość jest przekomiczna, naprawdę.
Tym samym świętowanie rocznicy mojego pobytu tutaj przedłużyłam o dodatkowe kilka tygodni. Ktoś wie jak nazwać rocznicę z taką nadwyżką? Ponadrocznica?
Mniejsza.
Świętowanie po czasie to trochę taki ketchup po frytkach, ale prześledźmy (chociaż pokrótce) wydarzenia minionego roku (oczywiście w ujęciu stricte blogowym).
*Bloga założyłam jakoś w listopadzie, jednakże do dodania pierwszego wpisu przemogłam się dopiero 11 grudnia. Wpis nosił tytuł Adventure time to start! i zapoczątkował falę wpisów z angielskim tytułem. Ot tak, by było bardziej światowo.
*Zaczynałam z 23 lalkami Monster High. Po roku kolekcja ta zwiększyła się do 2 kolejnych. *szału nie ma, dupy nie urywa* Zagościły u mnie również 4 lalki Ever After High. Myślę, że nie należy przykładać wielkiej wagi do ilości, a raczej do satysfakcji. Stając się posiadaczką tych 6 nowych lalek spełniłam kilka swoich absolutnych marzeń i mogłam tym samym skrócić nieco moją wish-listę.
Co by tu jeszcze... Może garść statystyk.
Naprawdę czuję się światowo.
Na dokładkę małe podsumowanko z Instagrama:
Na chwilę obecną moje królestwo prezentuje się tak:
Sama jestem pod wrażeniem odnośnie tych wszystkich bajerów. Chyba minęłam się z powołaniem, świat informatyki stoi przede mną otworem.
Zabijcie mnie, nie wiem jakie jeszcze wątki mogłabym poruszyć.
Wiem! Teraz przyszedł czas na podziękowania.
Pamiętam, że wraz z rozwojem moich prywatnych znajomości, wraz z coraz to śmielszym otwieraniem się na ludzi, decydowałam się zachwalać mój blog, zyskując tym samym gwaranty stałych czytelników. Być może nie wszyscy dotrwali zarówno w przeglądaniu moich wypocin, jak i w relacjach ze mną, jednak dla tych najwytrwalszych należy się wszystko, co najlepsze ^^
Odbiegając od moich kręgów podziękowania kieruję też w stronę moich koleżanek i kolegów "po fachu". Strasznie cieszę się, że mogę z Wami współtworzyć tę blogową przestrzeń, mieć w niej swój czynny udział. Każda aktywność ze strony moich czytelników jest dla mnie potwierdzeniem, że moje poczynania mają jakikolwiek sens. Innymi słowy jesteście moją motywacją kochani ^^ Za co bardzo, bardzo Wam dziękuję!
Nie wiem co przyniesie nowy rok, życzyłabym sobie, żeby nie był gorszy od poprzedniego. Tegoż samego życzę i Wam.
Na zakończenie zaprezentuje się jeszcze moja duszka. Loczki wyjątkowo mi się udały.
Witam Was w pierwszy dzień świąt.
Resztki Wigilijnej aury unoszą się jeszcze w powietrzu, jednak
myślę, że na świąteczne życzenia jest już nieco za późno.
Może to i lepiej-w tym roku odczuwam jakąś wewnętrzną niemoc
jeśli chodzi o sklecenie tych kilku życzliwych zdań. Może to
wszystko wina tych utartych schematów? Błagam, ileż można
winszować grubej warstwy białego puchu, pachnącej choinki i
wymarzonych prezentów? *z tą choinką chyba trochę przesadziłam,
ale przymknijmy na to oko* Gorzej, gdy pod sztuczną
choinką kolejny raz z rzędu znajdujemy szykowny
wełniany sweterek,
a za oknem widzimy... No właśnie, nic nie widzimy, bo świat
przysłania nam żywcem wyjęty z londyńskiej dzielnicy smog.
Jednym
słowem-ilu ludzi, tyle życzeń.
Mniejsza.
Mam nadzieję, że święta upływają Wam w przyjemnej atmosferze.
Odpoczywajcie, jedzcie do syta i ładujcie akumulatory przed powrotem
do smutnej rzeczywistości. Śnieżek przysypał? Wymarzone podarki
spod pachnącej choinki zgarnięte? Doskonale.
Ech,
rzuciłam się na jakiś bezsensowny temat jak szczerbaty na suchary.
Pomijając więc moje dalsze bezsensowne wywody zapraszam na kilka
świątecznych fotek.
Jak
widzicie (jak nie widzicie, to rzućcie okiem na te wspaniałe włosy)
chłopak przeżył całokształt zabiegów pielęgnacyjnych i ma się
dobrze; jego towarzyszka życia musi jeszcze trochę pocierpieć. W
sumie, zanim go nie dorwałam, nie pomyślałabym nawet, że będzie
mi się z nim tak dobrze pracować. Z pełnym przekonaniem mogę
stwierdzić, że kocham go całym serduszkiem zupełnie
jak ketchup.
Wracając
do tematu świąt: wiadomo, że prezenty nie są najważniejsze,
jednak nie ma się co oszukiwać: to one w dużej mierze potęgują
świąteczną radość. Taka już ludzka natura. Kiedy z każdym
kolejnym rokiem coraz słabiej odczuwam świąteczną magię, to
właśnie prezenty zdają się o niej na nowo przypominać cóż
za materialistka
Był to kolejny rok z rzędu, kiedy zapytana o mój wymarzony gwiazdkowy prezent nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bo niby człowiek o czymś tam marzy, ale koniec końców okazuje się to zbyt drogie lub w inny sposób nieosiągalne ("Mamo, rzucam szkołę, chcę mieszkać w buszu"). Poza tym, wszystko o czym w ostatnim czasie marzyłam szczęśliwym trafem wpadło w moje łapki. No, może z wyjątkiem książki "Doktorzy z piekła rodem" i jakichś mang z gatunku yaoi (ogarnijcie tą przepaść gatunkową). Tak więc posiadając wszystko (i wszystkich) niezbędne do życia żyłam sobie spokojnie aż do wczoraj. Nie spodziewałam się bowiem, że pod choinkę wpadnie mi nowa lala. No, może raz, czy dwa pomyślałam sobie, że fajnie byłoby dostać jakąś panienkę/jakiegoś pana pomijamy wszystkich crush'ów. A tu suprise, w dużej prezentowej torbie czekała na mnie taka śliczna panna nieświadome nawiązanie do kolędy:
Nie pomyślałabym, że piratka (yup, to piratka) tak mi się spodoba. Jest naprawdę ładna. No i ten epicki kapelusz ❤ Rodzicielka nieświadomie zgotowała mi dodatkową porcję pracy, myślę jednak, że szybko ogarnę te kudełki, mam już całą wizję idealnego imidżu.
Co poza tym? A no poza tym wzbogaciłam swoją kolekcję koszul w kratę o kolejną, już piątą...
...i w książkę, której tyci streszczenie z tyłu momentalnie mnie zaciekawiło. Mam totalnego hopla na punkcie okresu II Wojny Światowej i wszystkich jej aspektów. Zapowiada się ciekawa lektura.
Dodatkowo dorobiłam się kilku flakonów pachnideł, pieniążków i góry łakoci.
Jestem zadowolona.
Chciałam już kończyć, na śmierć bym zapomniała. Ostatnio rozpoczęłam działalność w popularnym serwisie YouTube *jeszcze tam mnie brakowało...*