czwartek, 7 lipca 2016
Uśmierć chwilę-cz.3 'Lekcja pozowania'
niedziela, 26 czerwca 2016
Upał złodziejem twórczości
Cześć i czołem! Oliwka powraca z dużą dozą zapału, energii i jeszcze większą porcją pomysłów. Przynajmniej w teorii :') Jak to wszystko dalej się potoczy, czas pokaże.
Tak, czy owak na pewno będzie lepiej: życie od razu wydaje się piękniejsze, kiedy w powietrzu czuć powiew zabawy i wolności. Długo wyczekiwanej wolności... Nie ukrywajmy, że zdecydowana większość z nas na wakacje czekała od 1 września ubiegłego roku :D Dodatkową satysfakcję sprawia mi bilans całej ciężkiej pracy w roku szkolnym: edukację gimnazjalną zakończyłam ze średnią 5.06 (chyba najwyższa jaką kiedykolwiek udało mi się osiągnąć) i, jakżeby inaczej, wzorowym zachowaniem. Nie darzyłam mojego gimnazjum jakąś wybitną sympatią, ale o dziwo muszę stwierdzić, że zakończenie było jednym z lepszych (jak nie najlepszym), na których byłam. Jutro wybieram się z wizytą w nowej szkole, nie pozostaje nic innego, jak złożyć ostatnie papierki i czekać na ogłoszenie list przyjętych. Mam jednak cichą nadzieję, że bez problemu dostanę się do wybranej klasy :D
Mam nadzieję, że to ostatni wpis, w którym raczę Was kolejną sesją. Nie ważne jak byłaby dobra, odmiana jest konieczna! Planuję wznowić mój fotograficzny poradnik (jednak najpierw muszę pomyśleć nad problematyką, którą mam zamiar przybliżyć), po wielu podejściach chcę też wprowadzić na bloga dokładniejsze reviewy moich pannic (mam już nawet tytuł do tego cyklu!). Od paru ładnych miesięcy mam jeszcze kilka 'asów w rękawie', jednak z moją organizacją trudno o uchylenie najmniejszego rąbka tajemnicy. To również postaram się zmienić. W końcu będę mieć do dyspozycji całe dwa miesiące~
Ze swojej strony chcę Wam życzyć, aby tegoroczne wakacje minęły Wam radośnie, bezpiecznie, byście mieli satysfakcję, że spędziliście je na 100%. Niech pogoda sprzyja (tylko na Boga, nie taki skwar jak w ostatnich dniach), a wakacje dłużą się w nieskończoność (o tak, idealna perspektywa).
Wspominałam, że przez ostatnie dni (tygodnie...) dokuczał nieznośny upał? Wczoraj poległam i dzisiaj obudziłam się chyba w kolejnym życiu :v Ta duchota jest, czy raczej była okropna. Na szczęście kilka razy zdążyła lunąć porządna ulewa i wszystko wraca do normy (normalnie nigdy bym się nie cieszyła na wieść o deszczu, ale kiedy siedzę w domu i moje włosy nie mają kontaktu z deszczówką może lać do woli). Nie zdziwi więc chyba fakt, że na modelkę wybrałam sobie lodowe dziewczę. W sumie całkiem, całkiem te zdjęcia ^^
Żegnam się z Wami i wracam do lektury-nawet nie wiecie co to za radość móc znowu w ciągu niespełna dwóch tygodni przeczytać trzy książki i być w trakcie czwartej ^^ Niewątpliwie zagości tu jakaś recenzja...
Do następnego wpisu!
wtorek, 17 maja 2016
Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany ~
wtorek, 26 kwietnia 2016
Jednorożec na wolności!
Cześć! Naprawdę się zapuściłam...Zapuściłam siebie, bloga, właściwie całe moje życie przerodziło się w jedną wielką rutynę. To wszystko wina szkoły ;-; Cierpię na ten rodzaj mniej szkodliwej depresji, gdzie leżysz, zrobiłbyś coś konkretnego, ale właściwie to po co, lepiej patrzeć bezsensu w sufit (ew w monitor). Moje lenistwo sięga zenitu...
Mam jednak za sobą egzaminy gimnazjalne i to jest najważniejsze. Nie jestem co prawda mega zadowolona ze swoich wyników (które przeliczałam od razu kiedy pojawiły się odpowiedzi i arkusze), w niektórych kwestiach naprawdę się załamałam, porównując swoje prace z innymi. Nie ma jednak tragedii, mam tylko nadzieję, że nie okaże się to wielką przeszkodą na drodze w dostaniu się do odpowiedniej szkoły (nad której wyborem ciągle się głowię).
Jakoś to pisanie wogóle mi się nie klei. Przymierzam się do napisania tego wpisu już od niedzieli, ciągle wnosząc jakieś poprawki. Chyba muszę popracować nad moją systematycznością (znowu...) i nie pozwalać już sobie na takie przerwy.
Za wynagrodzenie może posłużyć pierwszy-na tym blogu, i pierwszy od baaardzo dawna plener. Coś mnie natchnęło w sobotę, oczywiście nie obyło się bez paru wpadek, które podniosły mi ciśnienie lepiej niż mocna kawa. Koniec końców powstała jednak całkiem fajna sesja. Zawsze dziwnie odbierałam takie zdjęcia na kamiennym tle, jeszcze w filtrach, jestem taka tradycyjna, że plener odbieram jako rośliny, woda... Zwłaszcza roślinki! Ale grunt, że wylazłam z mojej krypty, prawda?
Mam nadzieję, że zdjęcia przypadną Wam do gustu, podobnie jak mi.
Do następnego wpisu ~
